Nieradzący sobie z ostatnimi kryzysami wizerunkowymi obóz rządzący wpadł ponoć na pomysł, by zamiast zdusić problem w zarodku i utemperować swoich posłów oraz działaczy, rozprawić się z mediami, które problemy nagłaśniają. Dzisiejsze doniesienia “Dziennika Gazety Prawnej” o decyzji Jarosława Kaczyńskiego, by wrócić do tematu ustawy dekoncentrującej media w Polsce, od rana wywołały w środowisku dziennikarskim niemałą burzę. Nawet tzw. symetryści przecierali oczy ze zdumienia, że PiS aż tak odkrywa rzeczywisty cel projektowanych przepisów, czyli zamknięcie niepokornym mediom ust. Dziennikarze zapowiedzieli także stanowczy sprzeciw, zapowiadając że w ten sposób to PiS im ust nie zamknie.
O tym, że ustawa jest gotowa i czeka w szufladzie w Ministerstwie Kultury, wielokrotnie mówił chociażby wiceminister Jarosław Sellin. Przeszkodą miał być jednak brak decyzji politycznej lidera PiS. Teraz sytuację miały odmienić sprawy ujawnienia romansu Stanisława Pięty oraz miażdżące dla władzy komentarze podczas protestu opiekunów osób z niepełnosprawnościami. Ustawa ma ponoć wejść w życie jeszcze przed wyborami samorządowymi, a prace nad nią ruszą, jak tylko prezes PiS opuści szpital.
Jeszcze dwie godziny temu, nawet na prorządowym portalu braci Karnowskich pojawiło się potwierdzenie od innych polityków PiS, że faktycznie temat lada moment wróci, a zamrożona ustawa trafi do Sejmu.
I gdy wszystko już wskazywało na to, że zwolennicy władzy w końcu będą mogli świętować rządowe uderzenie w niemieckie łże media, briefing zorganizowała rzeczniczka PiS, która zamiary partii … zdementowała. Co więcej, ogłosiła że informacja o zielonym świetle zaświeconym przez prezesa Kaczyńskiego to “fake news”, a rozmowy na ten temat w ogóle się nie toczą. Z jej oświadczenia wynika, że sprawę zdementował sam lider ugrupowania.
I na tym być może skończyłaby się burza medialna w tym temacie, gdyby nie jedyna wypowiedź polityka partii rządzącej, która w tym temacie ukazała się pod nazwiskiem. Z tygodnikiem “Do Rzeczy” porozmawiał bowiem europoseł Ryszard Czarnecki i … wysypał cały plan partii na przejęcie niepokornych mediów z zagranicznym kapitałem. Bez owijania w bawełnę, zapowiedział że gdy już nowe reguły koncentracji kapitału wejdą w życie, władza po prostu najchętniej by wykupiła takie media, najlepiej po okazyjnej cenie.
“Nie chodzi o to, by zabierać komukolwiek jego własność. Ale zagraniczni wydawcy muszą dostosować się do reguł. W grę wchodzi odkupienie od tych wydawców ich mediów. Ale nie może być to po jakichś kosmicznych cenach. Przypomnę, że gazety drukowane przeżywają kryzys. To nie jest problem tylko w Polsce, ale występujący na całym świecie – ludzi po prostu przechodzą na internet. Więc wartość tych mediów spada i trzeba mieć tego świadomość “- powiedział Czarnecki.
Skandaliczne słowa Ryszarda Czarneckiego. "Gazety przeżywają kryzys", więc rząd je kupi. "Nikomu nie odbieramy własności", ale media muszą oddać się w ręce rządu za cenę wyznaczoną przez rząd. A w tym, że media będą własnością rządu, pan Czarnecki nie widzi nic złego. Odjazd! https://t.co/Fo5l9hLyUW
— Janusz Schwertner (@SchwertnerPL) June 5, 2018
Ktoś tu zatem bardzo brzydko kłamie, a biorąc pod uwagę podekscytowanie europosła, który aż palił się do tego, by pochwalić się czytelnikom sympatyzującego z rządem tygodnika planem eliminacji konkurencji, można mieć uzasadnione wątpliwości co do szczerości Beaty Mazurek. Bardziej prawdopodobne jest, że po raz kolejny władza przestraszyła się medialnej burzy, jaką forsowanie kontrowersyjnej ustawy z pewnością wywoła.
fot. flickr/Lukas Plewnia
POLUB NAS NA FACEBOOKU
[wpdevart_like_box profile_id=”539688926228188″ connections=”show” width=”600″ height=”200″ header=”big” cover_photo=”show” locale=”pl_PL”]
Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.
POLUB NAS NA FACEBOOKU